Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pragnienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pragnienie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 marca 2011

Napisz mnie...



      Napisz mnie od nowa słów czułymi zdaniami, które bladym świtem z drżących warg niczym ptaki ulecą zaspane, by wić gniazda w piersiach i włosów trawie. Napisz tą pewnością powrotu, po tym jak myśląc, że śpię głęboko cichutko zamkniesz za sobą drzwi. Spokojem odbijającym się w głębi jezior oczu Twych, okalanych trzciną rzęs…trzepotem leniwym. Napisz wilgocią języka błądzącego w kędziorach łona , płynącego powoli po słonej tafli skóry by uderzyć o sztywnych sutków boje… i dalej, przez szyi pulsujących żył kanały, by zakotwiczyć na dobre w suchości warg spierzchłych pożądaniem. Napisz zachłannych dłoni pieszczotą palców, otrząsających drżący splot naszych ciał z kropli rosy potu.…zmysłów galopem…rozkosznym bólem dusz pojednania. Napisz wielką tęsknotą…skrytymi łzami…niedopalonym papierosem…Napisz mnie szczęść małych wielkimi spełnieniami.





czwartek, 17 lutego 2011

Snuję się...


      Snuję się. Jak zbłąkana dusza poszukuję światełka w ciemnościach. Czasami dostrzegam je, rozpościeram skrzydła i lecę, nieprzytomny jak ćma…gnam. Kiedy już zbliżam się, dotykam niemal… spadam blaskiem rażony w ciemność jeszcze głębszą, gęstszą, pełniejszą. Niewidomy przedzieram się przez czerń wyciągając przed siebie ramiona. Czasem zatrzyma mnie drugi człowiek. Wplecie w siebie objęć splotem… ciepłem dłoni… warg wilgotnych drżeniem. Pokocha… rozkocha… Jasnym uśmiechem przepędzi cienie. I to szczęście upojne przemija jak oka mgnienie… i znów zapadam w ciemność, tonąc w morzu błądzących cieni…



sobota, 12 lutego 2011

Leżę przed Tobą...


      Leżę przed Tobą, ołtarz ciała nagi…zapachem pragnienia ubrany…wołam szeptem…kuszę grzechu drżeniem. Pytasz – czy to niebo zapłonęło w górze?…mówię …nie…nie…to tęsknota tli się we mnie. Podejdź, dotknij…spij skóry nektar głodnymi aksamitu wargami…tę słodycz…tę magiczną kroplę… nie unoszę powiek, by nie spłoszyć tych chwil ulotnych mych rzęs trzepotem…by nie spozierać w twe nieprzytomne, omglone szaleństwem oczy … opadnij na mnie jak szarańczy deszcz …opleć bluszczem rąk...pocałunkami zmąć krew…zatańczmy jednością ciał… tańcem tym, co łączy nas z aniołami i demonami na tak krótki czas…