Pokazywanie postów oznaczonych etykietą video. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą video. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lipca 2012

Krótki list do...




      Dzisiejszej nocy ucichł krzyk. Cisza wypełnia serce, a w mrokach duszy rozbłysło nikłe światełko przeganiając przeszłości demony. Dziękuję za wspólne smutków mych prześnienie. Za poranny uśmiech, wiarę w czystość i na przyjaźń nadzieję.






Z dedykacją (ale bez ukrytych podtekstów ;))



.

piątek, 17 lutego 2012

Przekleństwo Millhaven...



      Boskie wykonanie "The Curse of Millhaven" - Nicka Cave’a piosenki pochodzącej z albumu „Murder Ballads”, przez jedną z moich ukochanych, polskich wokalistek Kasię Groniec. Doprawiane wspaniałą animacją Bartosza Kulasa. 






.

środa, 15 lutego 2012

The Backwater Gospel


Animacja cud, miód i orzeszki.
Projekt dyplomowy grupy studentów Duńskiego VIA University Collagee.





.

niedziela, 29 stycznia 2012

Mdli mnie...




      A może ktoś z Was zechce pogłaskać mnie po główce za to, że zaspokoiłem dziś wróbli głód kruszynami chleba, że oddałem ulubiony kefir z owocami leśnymi i słodką bułkę bezdomnemu mieszkającemu w lasku, obok supermarketu w którym często robię zakupy. Może wynagrodzicie dobrym słowem trzymanie dłoni konającego, obcego człowieka albo oddanie w mroźną, styczniową noc własnej bielizny i butów radzieckiemu uchodźcy, który straszył bielą pośladków spomiędzy poszarpanych dżinsów. Może dostanę medal za ocalenie tonącego, za pieszczoty, pocałunki darowane w przypływie miłosierdzia. Za te wiaderka pełne żab, które wyciągałem z osuszonego, głębokiego basenu, by nie pozwolić im zginąć w palącym słońcu, za uratowane pisklaki, kotki, pieski i pszczoły. Za każde ustąpienie miejsca, przeprowadzenie przez ulicę i wnoszenie zakupów na piętro starszym osobom. Za nieprzespane, przepłakane noce nad maltretowaną ciotką i nad bezsensowną śmiercią z którą miałem na co dzień do czynienia w pracy. Może wróci z nawiązką zrozumienie, każde dobre słowo, poświęcenie, gest, miłość. Tylko czy to jest takie ważne. Każdy z nas czyni dobro, tylko większość nie obnosi… nie masturbuje się tym. Czytając pewnego blooga szarpią mną nieznośne mdłości od słodyczy, wszechogarniającej dobroci, szczęścia, radości i miłości. Za każdym razem choruję jakbym połknął wielkiego, różowego, ciężkiego od kremu i lukru torta i aż boli mnie głowa od tego pląsającego tupotu bosych stóp.

Przepraszam kochani, ale każdemu z nas ulewa się czasem odrobina żółci;D





.

sobota, 21 stycznia 2012

Na krawędzi...

v Powrót do koloru i farb po szesnastu latach przerwy.


Na krawędzi
Akryl na płótnie




I coś dla ucha 


.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Wszystko zastygłe...



      Wszystko zastygłe jakby w bezwładzie. Wskazówka sekundnika  ociąga się niemiłosiernie wybijając swój koniec głośnym tyk. Powolnym Tik – tak ucieka życie. Nowa, zaczęta jeszcze  w minionym roku praca czeka na dokończenie pokrywając się kurzem, nieprzejrzana poczta piętrzy się w skrzynce, a ja sam z coraz większą bezsilnością odmierzam czas długością brody. Lustrzane odbicie straszy szarością twarzy i smutkiem zmatowiałych oczu.  Kawa nie smakuje, słodycze nie pocieszają,  a alkoholu nie wystarcza by wyspać się. Nie chce się nic, zupełnie brakuje sił. A jutro jawi mi się jako ocean… nie do przebycia.





.

poniedziałek, 24 października 2011

Po długiej przerwie...



      Po dziewięciu niemal miesiącach twórczej niemocy poczułem palącą potrzebę wydobycia z szuflady kilku zakurzonych żelopisów. Zapragnąłem przyzwolić błądzącej po kartonu bieli dłoni, by kreśliła rodzący się w głowie pomysł uchwycenia i zaklęcia na papierze Sydoniowej esencji, tej naturalnej magii, wewnętrznego piękna i dławiącej kobiecości, którą emanuje. Praca być miała imieninową niespodzianką. Niestety z powodu nieszczęśliwego wypadu, a raczej mojej niezdarności stała się prezentem nieco spóźnionym, gdyż pod koniec kilkudniowej dłubaniny, na samo niemalże jej zakończenie, szturchnąwszy łokciem kubek wylałem na blat gorącą kawę, która wsiąkając w papier rozmazała w kilka sekund cały mój trud. Następnego dnia, pomimo totalnego zniechęcenia postanowiłem przysiąść przy stole i ponownie zabrać się do pracy, w między czasie jednak zdążyłem zwichnąć sobie nadgarstek, co sprawiło, że praca powstała powoli i w bólu.



© NordBerd
Sydonia


I na koniec utwór, który niezmiennie kojarzy mi się z M. 



.

czwartek, 13 października 2011

Księżcowy...


      Wiatr tłucze skrzydłami poszarpanych okiennic sypiąc zieloną łuską starej fary. Spomiędzy mgieł zalewających okolice domu wyzierają powykręcane szkielety drzew rozpraszające jarzeniowe światło stojącego w pełni. Gwiazdy spoglądają zimno na ziemię pokrytą guzami czarnych kretowisk, którą toczy jesienna zgnilizna. Na stole dostyga niedopita kawa. Po jej spienionej na brzegach tafli dryfuje topielec zbłąkanej muszki. Otwarte kuchenne palenisko zieje z osmolonej gardzieli chłodem. Zewsząd cisza i martwość. A ja przygarbiony na krześle pod oknem z odcieni samotności skręcam włókno wrzecionem spragnionych dłoni. Nim wstanie świt ukulam księżycowy motek. Wyplotę Ci z niego szalik… na zimę… na jesienną słotę. I z niespełnień szarej włóczki ciepłe rękawice, by Ci grzały dłonie w mrozy i śnieżyce.



niedziela, 22 maja 2011

Niezwykłe miejsca...

                                         
                                                    Lotnisko - Kluczewo

     Dziś chciałbym podzielić się z Wami niezwykłością pewnego miejsca, które często przemierzam odkrywając jego tajemnice podczas spacerów z psem…Miejsca, które niestety powoli popada w ruinę, jest rozgrabiane,  a niebawem zapadnie w niepamięć, a na tym pięknym terenie wyrosną  jak grzyby po deszczu nowoczesne fabryki, takie jak Bridgestone czy Cargotec. Niezwykłością tego miejsca jest anomalia sprawiająca, iż ilość dni mgielnych w roku wynosi tu zero…piszę oczywiście o opuszczonym Lotnisku w Kluczewie. Przyznam, że nie interesuję się militariami, ale niesamowicie działa na mnie energia tegoż miejsca…dająca  dziwne poczucie spokoju. Pierwsze zabudowania  lotniska  powstały w latach 1925 – 1927 wybudowane przez  lotnictwo niemieckie. Intensywnie rozbudowywane przed i w trakcie II wojny światowej. Po wojnie teren ten został przejęty przez Armię Czerwoną . Powstała tu Sowiecka baza wojskowa i była jedną z największych w Polsce zachodniej. Znajduję się tu 39 hangarów lotniczych i dwa pasy startowe na powierzchni 609 ha.. W 1992 roku ostatnie Jednostki Federacji Rosyjskiej  opuściły ten teren, przekazując go administracji polskiej. Niestety znajdująca się tu baza paliwowa zanieczyściła glebę oraz podziemne wody stanowiąc bezpośrednie zagrożenia dla ekosystemu Miedwia. Stan równowagi ekologicznej nastał dopiero w 2004 roku, po ośmioletnim rekultywacyjnym działaniu na skażonym terenie.  Do dziś można trafić w miejsca gdzie drzewa straszą brunatno-rdzawą korą, przeróżnymi naroślami i deformacjami…gdzieniegdzie ziemia wciąż przesiąknięta jest ropą, ale o wszystkim można zapomnieć kiedy swym wdziękiem czarują biało – fioletowe dywany fiołków upajając swą wonią. Dzikie róże i żółte kwiaty dziewanny. Myślę, że jest to też ciekawe miejsce dla poszukiwaczy skarbów i miłośników miejsc opuszczonych.


                               Poniżej mój pierwszy nieudolny filmik "Ku Pamięci";)








niedziela, 24 kwietnia 2011

Króliczek, kudłate jajka i niespodzianka...


      Wczoraj popołudniu opuściwszy szpitalne mury, wybrałem się na długi spacer rozkoszując się ciepłem, kolorami i zapachami. Słaby, zmęczony i namówiony przez przyjaciółkę K., postanowiłem przełożyć powrót do domu na dziś. Wtedy nie wiedziałem, że owa namowa była częścią „okrutnego” spisku. Rano, wsiadając do pociągu spostrzegłem łobuzerski błysk w jej oczach, no i ten tajemniczy uśmieszek. W skrzynce czekała na mnie sterta reklam i kilka kartek świątecznych. Przekręciłem klucz otwierając drzwi. Zdjąłem buty, położyłem na ziemi torbę, gdy nagle drzwi szafy otworzyly się z trzaskiem i z wnętrza wyskoczył… potężny, różowy królik…totalnie zaskoczony i, nie ukrywam, przerażony irracjonalizmem, krzyknąłem i stanąłem w bezruchu. Królik z zadartymi przy piersiach łapkami zaczął wykonywać koliste ruchy biodrami i wtedy dostrzegłem z otwartego rozporka dyndające pomalowane w kolorowe wzory kudłate pisanki i kiełbaskę. Szok niemal odebrał mi mowę. Spojrzałem w zmarszczoną wokół nosa twarz pluszaka i rozpoznałem pod makijażem skupione oblicze własnego brata. Ten tańcząc i podskakując wyśpiewywał coś o upalonym na sianie baranku i rozczochranych, opitych owieczkach. Chwyciwszy mnie za rękę poprowadził pląsającym krokiem w stronę kuchni. Tam czekała na mnie ogromna pomarańczowo – żółta niespodzianka, a mianowicie pierzasta, kokodacząca kura, czy też kwoka raczej, o dobrze znanej mi facjacie. Dzierżąca w dłoniach wielki kosz wypchany po brzegi słodkościami. U jej stóp siedział machający wesoło ogonkiem łaciaty Reniferek. Kura Sydonia i brat różowy królik chwiejąc się na boki wyrecytowali zwariowany wierszyk i chwyciwszy mnie pod pachy, podskakując poprowadzili, a raczej zawlekli me lekko sparaliżowane okolicznościami ciało w stronę pokoju. Reniferek Halinka, której poroże zdążyło się już przemieścić pod brodę, pijana radością podskakiwała na tylnych łapkach piszcząc i trącając mnie nosem. W pokoju czekał na mnie pięknie udekorowany stół, pełen jadła i z wielkim bukietem moich ulubionych, żółtych tulipanów. Wesoła trzódka posadziła mnie przy stole i zniknęła w korytarzu. Oniemiały, siedziałem gapiąc się tępo w półmisek z sałatką. Powoli…powolutku zaczęło docierać do mnie wariactwo minionych chwil i wybuchnąłem śmiechem, aż po łzy. Kiedy do pokoju wróciła „znormalniała” Sydonia i wciąż różowy brat królik, uściskom i śmiechom nie było końca. W chwilę po tym zagościła mama z wąsatym kochasiem i dziewczyna brata. Było naprawdę wesoło i miło, a przecież miałem ten dzień spędzić w łóżku przed telewizorem, przysypiając raz po raz. A pomyśleć, że tak niewiele trzeba, by poczuć się niczym Alicja w krainie czarów…

Wszystkim Wam życzę spokojnych, radosnych świąt i mokrego dyngusa:)

Po południu doszedłem do wniosku, że Sydoni i bratu zaszkodził zapewne kwas adypinowy, będący składnikiem ich ulubionych cukierków.




.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Szkolenie...



      Jak wiadomo jestem stworzeniem które wzmożoną aktywność życiową wykazuje nocą porą. Późną nocą też błąkam się śpiącymi ulicami, po dzielnicach okrytych złą sławą, które straszą oskrobanymi paszczami bram. W swych spacerach zapuszczam się często w niebezpieczne zakamarki…odległe nieznane zakątki. Zapewne dla tych , którzy mnie już znają nowością nie będzie pisanina o tym, że kocham lasy, pola, dzikie jeziora…ale pewnie zdziwi niektórych wyznanie, że kocham też miasta nocą. To moje nocne łazikowanie od lat spędza sen z powiek najdroższej przyjaciółki S. , która zamartwia się nałogowo. Dziś otrzymałem mailem krótki kurs wojownika i podzielę się nim z Wami, być może komuś sie przyda :D 





Fragment pochodzi z serii filmów, o których dawno zapomniałem. ..a przyznam, że oglądanie ich przyprawiało nas o potoki łez ze śmiechu… Moniś, dziękuję i poniżej dedykacja  dla Ciebie :)




Nie mogąc się oprzeć wrzucę jeszcze to :)))



Życzę Wszystkim spokojnej nocy :)


środa, 2 lutego 2011

W końcu idę spać...

 Po trzech dobach niespania czuję się tak :)))


     


Nim jednak wskoczę w ciepłe pielesze  proponuję wesoły numerek na początek dnia:)))

 
     
 

Dobranoc wszystkim :)))