Kolejna bezsenna noc w towarzystwie kawy, ciasteczek i wina. Obłożony zdobnymi kartonami, z psem grzejącym mi stopy, przeglądam ich zawartość oddając się sentymentalnej podróży. Tyle niezwykłości ukrytych pod warstwą kurzu i zapomnienia. Tyle emocji zapisanych na kartkach miłosnych listów…wspomnienie pierwszego pocałunku…ten trzepot serca…drżenie rąk i nóg…stan omdlenia…tej jakże słodkiej, narkotycznej nieprzytomności. Pierwszy skradziony dotyk przypadkowym otarciem…zaciągnięcie się zapachem włosów i skóry. Listów pełnych ciepła od przyjaciół i znajomych. Piękne ołówkowe architektury autorstwa
Sydonii i witrażowe, krakowskie serduszko od niej na szczęście i spełnienie w miłości, z czasów studiów. Drewniany konik podarowany mi przez nieznajomą, starszą Panią…gdzieś, kiedyś. Dziesiątki zapisek…zlepków myśli na karteluszkach. Kolekcja suszonych, czterolistnych koniczyn, kolorowych jesiennych liści. Kamyczki, patyczki, pióra. Stare notatniki, kalendarze. Wpisy na pożółkłych stronach pamiętnika z dzieciństwa…babciny, pięknie zdobiony z cudownym i jakże okrutnie dziś bolącym aforyzmem –
jak ten stary kamień
na grobowcu wsparty
czasem przechodnia zatrzyma
tak Ty przeglądając pamiętnika karty
spójrz na mój podpis oczyma
zawsze kochająca Janka
Smutek, tęsknota, radość, wspomnienia. Twarze zmarłych uśmiechających się ze zdjęć…tak przewrotnie żywe…tak kochane. Najdroższy przyjaciel, piękna Saba… owczarek niemiecki otruty przez sąsiada. Szczerze mówiąc bałem się zaglądać, przeglądać, czytać ale teraz czuję, że było mi to potrzebne…