Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęsknota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęsknota. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 marca 2013

Zadymka...




      Pada, prószy, sypie. Cały dzień śnieży się. Spoglądam na płatki wirujące w powietrzu jak w potrząsanej w dzieciństwie śnieżnej kuli, ale nie ma w tym zapatrzeniu baśniowego zachwytu… zachłyśnięcia, czy radości. Zbielały krajobraz straszy sterylnością. Kawałki lodu chrzęszczą, trzaskają  pod stopami jak kruszone młotem kości, odbijając się echem od polotniskowych rumowisk. Oblepione milczącymi wronami jak czarnymi guzami konary wykręcają gałęzie ku stalowemu niebu. Skulony brnę pod wiatr, zaśnieżając się mocniej, głębiej, bardziej . Gdybym tylko umiał wykrzyczeć ten kotłujący się w trzewiach ból, ugasić śniegiem palącą  tęsknotę, wymrozić tą miłość do starego domu. Gdybym tak umiał zgubić siebie w tej zadymce. Gdybym… 



.

sobota, 1 września 2012

Niebieski księżyc...


      Druga pełnia w tym miesiącu jaśnieje nad mgłami. Za oknem chmara białych ciem łopoce skrzydłami o szybę. Szeleści, szemra… przybierając kształt pobladłej twarzy. Widma straszącego dziesiątkami ruchliwych odnóży podobnych do ciężkich, kabaretowych rzęs, ślizgających się po szkle jak po zlodowaciałej tafli jeziora. Zakurzona, kropkowana w musze odchody żarówka przygasa i jaśnieje. Na stole wyszczerbiony kubek z odciśniętym na brzegu ust kawowym śladem,  pamięta jeszcze dotyk warg tych, co pozostali już jedynie we wspomnieniach i na wypłowiałych fotografiach. Zaginam róg przetartej ceraty, przełykam łzy i nie mogę powstrzymać tego drżenia… rozedrgania w piersiach… rzewności podobnej tej, gdy słucham ożywionego akordeonu. To specyficzne zasysanie powietrza w miech, stukot guzików przypomina mi Twą jaśniejącą radością twarz, rozchylone usta i tańczące po klawiszach palce przez które przepływała muzyka. Tęskno mi do Twojego grania. Tęskno do tamtych czasów, kiedy wszystko wydawało się piękniejsze. Gdy nocne spacery i rozmowy były zapomnieniem, a słowa zawieszone nad nami jak gwiazdy jaśniały oświetlając drogę.



Dla Ciebie…





.

piątek, 3 lutego 2012

Nocą...



      Nocą za oknem pisała się bajka wirującymi, grubymi płatkami śniegu spadającymi leniwie niczym pierze z rozdartej poduszki. Biały puch osadzał się powoli na gałązkach wysokich iglaków. Okrywał szaroburości łąk najeżonych kolcami suchych badyli. Im więcej przybywało śnieżystości, tym więcej budziło się w sercu dziecięcej radości. Ochoty, by wybiec jak niegdyś i kulać się po chłodnej pierzynie. Obracać wraz z wirującymi śnieżynkami. Otrząsać z kryształków gałęzie wiszące nad głową. Niestety, przeziębiony organizm domagał się gorącej herbaty z leśnymi malinami wekowanymi latem. Przyczłapawszy z kubkiem zasiadłem wygodnie na fotelu i otuliwszy się kocem spoglądałem przez okno w przeszłość, gdzie w zdobionych kwiatami mrozu szybach wydrapywało się dziurkę, by wyjrzeć. W szczelinach wył wiatr, a na zewnątrz szalały prawdziwe śnieżyce. W pokoju spowitym ciepłym, pomarańczowym światłem wyzierającym spod abażuru nocnej lampki stojącej w kącie, na wielkim fotelu siedział dziadzio z dłońmi zaplecionymi na brzuchu. Siedział i snuł przepiękne opowieści. Babcia otulona papierosowym dymem, uśmiechała się spoglądając na dziadka z tą miękkością znaną tylko zakochanym. Uśmiechała się do nas, wnucząt skłębionych na dywanie u stóp dziadka. Uśmiechała się do mnie …poprzez obrazy zapisane lata temu znów spoglądała ma mnie, a ja na nią. Tylko mój uśmiech był nieco smutny, bo wiedziałem, że za chwilkę jej twarz się rozmyje.





niedziela, 27 marca 2011

Napisz mnie...



      Napisz mnie od nowa słów czułymi zdaniami, które bladym świtem z drżących warg niczym ptaki ulecą zaspane, by wić gniazda w piersiach i włosów trawie. Napisz tą pewnością powrotu, po tym jak myśląc, że śpię głęboko cichutko zamkniesz za sobą drzwi. Spokojem odbijającym się w głębi jezior oczu Twych, okalanych trzciną rzęs…trzepotem leniwym. Napisz wilgocią języka błądzącego w kędziorach łona , płynącego powoli po słonej tafli skóry by uderzyć o sztywnych sutków boje… i dalej, przez szyi pulsujących żył kanały, by zakotwiczyć na dobre w suchości warg spierzchłych pożądaniem. Napisz zachłannych dłoni pieszczotą palców, otrząsających drżący splot naszych ciał z kropli rosy potu.…zmysłów galopem…rozkosznym bólem dusz pojednania. Napisz wielką tęsknotą…skrytymi łzami…niedopalonym papierosem…Napisz mnie szczęść małych wielkimi spełnieniami.





czwartek, 10 marca 2011

Tęsknota...

     Tęsknota w piersiach mych gniazdo uwiła ze wspomnień ciepłych jeszcze. Skrzydłami smutku czarnego oczy przysłoniła. Ciężkie to tęsknicy gniazdo jak kamień przydrożny, grobowa płyta…w sercu żalem wyryte szeptane nocą słowa… ciche obietnice.

czwartek, 17 lutego 2011

Snuję się...


      Snuję się. Jak zbłąkana dusza poszukuję światełka w ciemnościach. Czasami dostrzegam je, rozpościeram skrzydła i lecę, nieprzytomny jak ćma…gnam. Kiedy już zbliżam się, dotykam niemal… spadam blaskiem rażony w ciemność jeszcze głębszą, gęstszą, pełniejszą. Niewidomy przedzieram się przez czerń wyciągając przed siebie ramiona. Czasem zatrzyma mnie drugi człowiek. Wplecie w siebie objęć splotem… ciepłem dłoni… warg wilgotnych drżeniem. Pokocha… rozkocha… Jasnym uśmiechem przepędzi cienie. I to szczęście upojne przemija jak oka mgnienie… i znów zapadam w ciemność, tonąc w morzu błądzących cieni…



czwartek, 10 lutego 2011

Może jutro...

    

      Słońca promienie przedzierają się przez witraż zawieszony w oknie pracowni zalewając ściany kolorami. Na stoliku stygnie kawa, przede mną sztaluga…płótno. U nóg zwinięty w kłębek pies, grzeje me stopy. Powietrze drży dźwiękiem wydobywającym się z kolumn wieży. Jest pięknie. W głowie burza, serce rwie. Podnoszę pędzel…ręka drży…boję się…
      Ostatni raz dotknąłem farbą płótno niemalże 16 lat temu. Od roku bezustannie męczy mnie potrzeba wyrzucenie z siebie kolorów, które niegdyś utraciłem. Gdybym mógł cofnąć się …nie pozwoliłbym sobie temu sprzed lat, zabrać radości tworzenia…wyrażania się. Ale cóż, stało się. Od dziecka kochałem rysować. Dzięki wspaniałym rodzicom mogłem bez problemu rozwijać swoją pasję. Pierwszym płótnem była pościel …ściany i meble. Pomimo pedantyzmu ojciec przymrużał oko, a mama chowała wszystkie te „mazaje” w kartony pamięci. Burza wieku dojrzewania była czasem wspaniałości artystycznej, emocje kipiały we mnie znajdując ujście w malowaniu, pisaniu i fotografii. Pierwsza miłość…trzy najpiękniejsze lata życia. Trzy lata …i koniec…wraz z pękniętym sercem odeszły kolory…uciekły słowa…skończył się ten artysta we mnie. Zaniechałem jakiejkolwiek edukacji w tym kierunku. Większość prac została zniszczona, wiersze spalone. Porzuciłem wszystko i oddałem się całkowicie pracy, jedynie raz na jakiś czas aparatem pstrykałem. Niespełna dwa lata temu…gnany potrzebą, z przestrachem chwyciłem Żelopis i sztywną ręką wykonałem pierwszy rysunek…tak amatorsko. Ta radość, to niewypowiedziane szczęście powróciło wraz z pierwszą kreską…kropki postawieniem …ale uchodzi ze mnie tylko czerń i biel. Może jutro…pojutrze …za tydzień zatańczę na płótnie pędzla kolorami.

I wrzucam dwa z pierwszych rysunków, tych po długiej przerwie :)

" Ptaszydlaki ...ze snu"




"Axis mundi"




.

piątek, 21 stycznia 2011

Bezsenność...

     

      Kolejna bezsenna noc w towarzystwie kawy, ciasteczek i wina. Obłożony zdobnymi kartonami, z psem grzejącym mi stopy, przeglądam ich zawartość oddając się sentymentalnej podróży. Tyle niezwykłości ukrytych pod warstwą kurzu i zapomnienia. Tyle emocji zapisanych na kartkach miłosnych listów…wspomnienie pierwszego pocałunku…ten trzepot serca…drżenie rąk i nóg…stan omdlenia…tej jakże słodkiej, narkotycznej nieprzytomności. Pierwszy skradziony dotyk przypadkowym otarciem…zaciągnięcie się zapachem włosów i skóry. Listów pełnych ciepła od przyjaciół i znajomych. Piękne ołówkowe architektury autorstwa Sydonii i witrażowe, krakowskie serduszko od niej na szczęście i spełnienie w miłości, z czasów studiów. Drewniany konik podarowany mi przez nieznajomą, starszą Panią…gdzieś, kiedyś. Dziesiątki zapisek…zlepków myśli na karteluszkach. Kolekcja suszonych, czterolistnych koniczyn, kolorowych jesiennych liści. Kamyczki, patyczki, pióra. Stare notatniki, kalendarze. Wpisy na pożółkłych stronach pamiętnika z dzieciństwa…babciny, pięknie zdobiony z cudownym i jakże okrutnie dziś bolącym aforyzmem –

jak ten stary kamień
na grobowcu wsparty
czasem przechodnia zatrzyma
tak Ty przeglądając pamiętnika karty
spójrz na mój podpis oczyma

zawsze kochająca Janka

      Smutek, tęsknota, radość, wspomnienia. Twarze zmarłych uśmiechających się ze zdjęć…tak przewrotnie żywe…tak kochane. Najdroższy przyjaciel, piękna Saba… owczarek niemiecki otruty przez sąsiada. Szczerze mówiąc bałem się zaglądać, przeglądać, czytać ale teraz czuję, że było mi to potrzebne…