Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

Pogoda nie sprzyja...



      Pierwsze światło brudnego poranka wsiąka w półprzytomne źrenice jak ostatnie łzy w zmiętego jaśka. Powoli wygrzebuję się spod wzburzonej niespokojnymi snami pościeli. Opuszkami palców wygładzam zagniotki na twarzy. Przeczesując grzebieniem dłoni zmierzwione włosy cicho proszę swojego człowieka by coś zjadł, zaparzył kawę i nie odkładał golenia na kolejne dni. Niestety kawa nie smakuje jak Whisky z lodem, a kilkudniowy chleb przykleja się do podniebienia niczym przeżuta guma do podeszwy buta.  Nastroszone chłodem podwórkowe  koty zerkają w okno. Ich wydłużone cienie kładą się na ścianie przybierając kształty rogatych demonów. Kocury spozierają bursztynowymi ślepiami raz na  mnie, raz w talerz. Wyciągają szyję i przechylają trójkątne łby, jakby chciały sczytać tajemnice wypisane błękitnymi zawijasami na brzegach porcelany. Krajobraz za szklaną płytą nie sprzyja… wietrzysko szarpie miotłami drzew, rwie na strzępy czupryny traw ciągnąc nad kretowiskami smętną nutę. Zlewam się z tym pejzażem,  wtapiam się w niego, z beznadziejną tęsknotą w piersiach i żalem nad utraconym czasem, co się nie cofnie,  nie wróci. Otulony czarną melancholią wsłuchuję się w melodię, co gra pod kroplami. Próbuję wyłowić z niej jakiś ciepły dźwięk, który przywróci mnie do życia,  tak jak czyni to jedna nieba łza opadając na różę Jerycha.

.

wtorek, 19 marca 2013

Zadymka...




      Pada, prószy, sypie. Cały dzień śnieży się. Spoglądam na płatki wirujące w powietrzu jak w potrząsanej w dzieciństwie śnieżnej kuli, ale nie ma w tym zapatrzeniu baśniowego zachwytu… zachłyśnięcia, czy radości. Zbielały krajobraz straszy sterylnością. Kawałki lodu chrzęszczą, trzaskają  pod stopami jak kruszone młotem kości, odbijając się echem od polotniskowych rumowisk. Oblepione milczącymi wronami jak czarnymi guzami konary wykręcają gałęzie ku stalowemu niebu. Skulony brnę pod wiatr, zaśnieżając się mocniej, głębiej, bardziej . Gdybym tylko umiał wykrzyczeć ten kotłujący się w trzewiach ból, ugasić śniegiem palącą  tęsknotę, wymrozić tą miłość do starego domu. Gdybym tak umiał zgubić siebie w tej zadymce. Gdybym… 



.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Perseidy…



      Ostatnimi nocy moszczę się wśród żółtych róż malowanych akrylem na ogrodowym leżaku. Otulony ciepłym kocem po sam nos spozieram na zimne gwiazdy, skrzące się zza obłoku pary uchodzącej z ust. Jesienne to lato. Oplatając dłońmi kubek gorącej herbaty, parzonej z listkiem świeżej mięty, szczyptą cynamonu i odrobiną cytryny, spoglądam na księżyc, ten sam do którego przed kilkunastu laty wyszeptywałem miłosne tajemnice. Wysyłałem w kosmos ciche prośby, przebłagiwałem bogów głuszy o choć jedno warg zetknięcie, muśnięcie, pieszczotę lichą. Biegnąc leśną drogą krzyczałem. Gubiąc gorzkie łzy potykałem się o własne stopy, zatruty niespełnioną miłością. Obojętną, czarą i nieczułą jak ten wszechświat zawieszony nade mną. Padając kolanami w lodowaty strumień chciałem ugasić pożar trawiący duszę, wyrwać tłukące się w klatce żeber serce… pragnąłem by pochłonął mnie zwodniczy nurt. Jeszcze dziś leży tam kamień, który w złej godzinie strasznych podszeptów, mamień i kuszeń stał się przytuliskiem, twardym wezgłowiem kruszącym koszmarne sny. Zawieszona nad Bezduszem niczym tytoniowy dym Droga Mleczna wzbudziła tęsknotę… nieznośną chęć sięgnięcia po papierosa, poczucia przez chwilę tę przyjemność zaciągania, smakowania i wypuszczania dymu. Lubiłem… nie, kochałem palić. Palenie wpływało na mnie twórczo i choć zabrzmi to zabawnie wyciszało i sprawiało przyjemność, podobną do tej, jakiej doznaje się po spożyciu dobrej, gorzkiej czekolady, albo lodowym pucharku z owocowym musem i bitą śmietaną. Zabawne jest też to, że będąc dzieckiem chciałem zanurzyć dłonie w nocnym niebie. Zabełtać w nim jak w tafli wody. Bawić się gwiazdami. Chciałem łapać ich blask w butelczyny, piersiówki, chowane przez ojca w starym, wyplatanym koszu i zawieszać na sznurze do bielizny, by oświetlały po zmroku moje sekretne miejsce, to w najciemniejszym końcu strychu. By ten magiczny pobrzask przyciągał drobne, białe ćmy spragnione światła, nocne motyle które tak bardzo lubiłem… i chciałem pisać palcem po księżycu. Wierzyłem, że po zachodzie słońca ilustracje w bajkach i książkach ożywają, a stare obrazy stają się przejściami do innego świata. Teraz grzęznę w domysłach, wspomnieniach, lękach, przestrachach i zamyśleniach, z których raz po raz wyrywają mnie spadające nad walącą się stodołą perseidy. Dopalające się jak chwile, blednące jak marzenia, wypalające jak pragnienia i gasnące jak życie. Wielki wóz powoli sunie nad czubkiem śliwy ku wschodowi, a ja coraz bliżej zachodu. Zziębnięty, zlękniony i samotny w przemijaniu. 

.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Coraz częściej zapominam...





- Przedwczoraj trzecia rocznica śmierci babci;

Nie zdążyła wypowiedzieć słów przeznaczonych tylko dla Niego… zgasła chwilę po tym jak przysiadł obok. On wciąż zadręcza się, co chciała mu powiedzieć w ostatnich sekundach i czeka, aż przyjdzie po niego.

A ja noszę pustką , którą po sobie zostawiła .



- Wczoraj minęło dwa lata odkąd zawitałem na Blogerze.

Wczoraj… to już przeszłość.



A dziś…

Dzisiaj czuję się bardzo samotny.



.

niedziela, 18 marca 2012

Żurawie...

   
.
      Idzie wiosna, w powietrzu unosi się świeży zapach budzącego się ze snu świata i gryzącego w nozdrza dymu palonych traw. Rozśpiewane ptactwo zaczyna wić gniazda w ażurowych czuprynach krzewów, wychwalając szczebiotem słońce, a we mnie wciąż jesienna zgnilizna. Butwiejące liście dni, spod których wyzierają szkielety myśli, co jak zerwane przestrachem ptaki pozabijały się uderzając o szyby. Wiatr zawiewa łzy do studni duszy poprzez wyblakłe kałuże oczu, w których odbijają się lecące nad mokradła żurawie.

.

niedziela, 19 lutego 2012

Wciąż pieni się we mnie...



      Wciąż pieni się we mnie, kipi przeszłość. Przeszłość, która po tych wszystkich zebranych w sumę latach powinna przybierać jedynie kształt mglistych, pojawiających się raz po raz wspomnień. Wspomnień pozostawiających jedynie słony smak na wargach samotną, zbłąkaną łzą. Ale nie, ona jest ż y w a! Wciąż zatruwa krwiobieg mojego życia odcinając sercu dopływ szczęścia, płucom oddechu, duszy wytchnienia. Wciąż czuję się jak cień na bezbarwnej, wyblakłej fotografii zamkniętej pomiędzy czarnymi kartami starego albumu. W tej ciemności błądzę po omacku próbując znaleźć wyjście. Skulony jak ranny pies wylizuję wciąż jątrzące się rany. Tamta miłość wgryzła się w piersi jak wściekła bestia wyszarpując wszystko co piękne i  choć tego demona ukrywającego się pod maską anioła, którego umiłowało serce dawno rozwiał wiatr… ja wciąż trwam w tym bólu. Codziennie od nowa próbuję wydrapać paznokciem dziurkę w skorupie, by wpuścić odrobinę światła i nadziei. Wiary w człowieka, w czystość serca i zwyczajne ludzkie ciepło. W bezinteresowność uczuć …w miłość, tą kreśloną piórem starych romantyków. Miłość wymarzoną w dzieciństwie, zapisaną na mapie gwiazd…tę wyśnioną…spełnioną… jedyną. 


poniedziałek, 16 stycznia 2012

Wszystko zastygłe...



      Wszystko zastygłe jakby w bezwładzie. Wskazówka sekundnika  ociąga się niemiłosiernie wybijając swój koniec głośnym tyk. Powolnym Tik – tak ucieka życie. Nowa, zaczęta jeszcze  w minionym roku praca czeka na dokończenie pokrywając się kurzem, nieprzejrzana poczta piętrzy się w skrzynce, a ja sam z coraz większą bezsilnością odmierzam czas długością brody. Lustrzane odbicie straszy szarością twarzy i smutkiem zmatowiałych oczu.  Kawa nie smakuje, słodycze nie pocieszają,  a alkoholu nie wystarcza by wyspać się. Nie chce się nic, zupełnie brakuje sił. A jutro jawi mi się jako ocean… nie do przebycia.





.

środa, 30 marca 2011

Ukryj mnie...


      Stara szafo z dziecięcych lat… uchyl raz jeszcze z cichym pomrukiem nadgryzione zębami czasu drzwi. Pozwól w ten podły czas odpłynąć …zapomnieć….zgubić się. Utul mnie miękkim mrokiem paszczy, zapachem lawendowych pół. Zatrzaśnij wrota, wypluj zaśniedziały klucz. W sercu twym w kłębek zwinę się…zapadnę w sen…w spokoju szafirowej mgły.



czwartek, 17 marca 2011

Jabłoń...



      Spoglądam zza szyby na sędziwą jabłoń okrytą płaszczem mroku. Wykręconą niczym stara kobieta w modlitwie, konarami ku niebu. Jabłoń w której, jak mawiała niegdyś mama, mieszkają dobre duchy. Teraz wszystkie dobre duchy uleciały, a gnieżdżą się tam jedynie duchy złe. Czarne niczym skrzydła kruka. Ukryte w gałęziach jak grzechy wyją nocą głosami niechcianych dzieci. Nieszczęśników, co życie sznurem do drzewa w węzeł spletli i tych, którzy w odmętach szalonej miłości zapłakane powieki jak wieka trumien przymknęli. Płaczę, sercem krzyczę co piersi rozrywa…nad nimi…sobą samym…nad koralikami dni co z dłoni mi powypadały.



czwartek, 17 lutego 2011

Snuję się...


      Snuję się. Jak zbłąkana dusza poszukuję światełka w ciemnościach. Czasami dostrzegam je, rozpościeram skrzydła i lecę, nieprzytomny jak ćma…gnam. Kiedy już zbliżam się, dotykam niemal… spadam blaskiem rażony w ciemność jeszcze głębszą, gęstszą, pełniejszą. Niewidomy przedzieram się przez czerń wyciągając przed siebie ramiona. Czasem zatrzyma mnie drugi człowiek. Wplecie w siebie objęć splotem… ciepłem dłoni… warg wilgotnych drżeniem. Pokocha… rozkocha… Jasnym uśmiechem przepędzi cienie. I to szczęście upojne przemija jak oka mgnienie… i znów zapadam w ciemność, tonąc w morzu błądzących cieni…



niedziela, 6 lutego 2011

Usłysz szept...



      Błąkam się spłakanymi ulicami śpiącego miasta. Obudź się samotne serce…usłysz szept…wyjdź,  może odnajdziesz mnie w rozcieńczonym kolorami neonów mroku.


wtorek, 4 stycznia 2011

Gdybym tylko mógł...

      Gdybym tylko mógł wyrwać się z twierdzy ciała. Wzbić wysoko ponad dachy, kominy i korony drzew. Wzlecieć ponad cały ten ludzki świat . Przecinać powietrze ze świstem szczęścia…upajać się wolnością. Ostatnio często uciekam w sen, ale już nawet tam, w krainie odwróconych oczu, gdzie zawsze znajdowałem spokój i ukojenie…nie czuję się bezpiecznie. Rozpanoszyło się w niej królewie koszmarów, roztopiły się kolory, pouciekały magiczne skry…cudów las. Niespokojny nastał czas w mej duszy, smutek oblepił rzęsy niczym płatki sypiącego śniegu, marazm wdarł się w serce, a rozpacz czernią nieskończoną zalała źrenice.. Nie mam gdzie uciec, schować się nie mam gdzie. Miotam się w szarościach swych jak ptak uwiężono w klatce. Gubię resztkę barw z poszarpanych piór. Powoli wtapiam się w niebyt.

Ale dziś znów oczarowała mnie złocistym blaskiem dobra wróżka Żubrówka. Zmroczyła smutek brzdękiem lodowych kostek i szumem wodospadu wypełniającym szkło. Spłukała strach zimnym strumieniem zalewającym krtań. Rozkosznym głowy szumem pozwoli przetrwać… do rana.








niedziela, 5 grudnia 2010

Śpię z nią...



      Śpię z nią. Ciało przy ciele splecione ciasno. Co noc czuję jej zimny oddech wprawiający w odrętwienie, zsyłający niemoc. Lodowate, blade dłonie zakrywają oczy. Usta natrętnie pieszczą moje wargi tłumiąc krzyk. Gwałtownym, pewnym ruchem wchodzi we mnie, wypełnia szczelnie, rozdziera od wewnątrz…pastwi się, żyje moim strachem. Cicho szepce do ucha, że będę jej na zawsze, że tylko Ona,  Samotność,  przyjdzie na mój pogrzeb.






środa, 10 listopada 2010

Idę przez wiatr...



     Idę przez wiatr, burzę, deszcz…wiosnę, lato, jesień…przez nieczułość dłoni…ich zimny gest…smutek, samotność, zwątpienie…Przepływam przez ocean obojętnych ludzi, gubię się w krętych uliczkach, ciemnych zakamarkach życia. Przepijam smutki szklanką wódki, zagryzam wargi, żale przejadam. Nie modlę się, nie chcę…o pomoc nie błagam. Stopami bosymi po szkle tłuczonym stąpam…wyrywam z piersi ostrych słów sztylety…wciąż krążę, błądzę… bezdomny niestety.

                                                
                                                          Z cyklu "Samotność"