poniedziałek, 25 października 2010

Miejcie mnie...



      Miejcie mnie w opiece kamienne amulety nasączone światłem księżyca, otulone pyłem gwiazd. Kolorowe paciorki zawieszone w nadgarstkach, na szyi i te czerwone, wplecione we włosy. Ochronne zaklęcia wypisane bliznami na skórze pod żebrem przez Bogi moje. Miejcie mnie w opiece duchy przodków. Leśne bóstwa, którym jako dziecko nosiłem ciastka i słodkie bułki, chowając je w spękanym pniu starej jabłoni. Czuwajcie nade mną błogosławione żywioły. Chrońcie pradawną magią stare dęby i czarna ziemio. Ukryj w uścisku ciepłych ramion przyjaciółko moja… upleć ażurowe serce ze strzępów mej duszy. Płacz kochana, niech utwardzi je sól szczerych łez… wypełni szarość pustki bursztynowym światłem dobroci oczu Twych. Na powrót ukryj w tabernakulum piersi to serce plecione… zapieczętuj dotykiem ciepłych ust. Klucz zlany z magii słów zatop w przeszłości moczarach…

Czuwaj nade mną przyjaciółko kochana…




Zmierzchem pierwszym...

    

      Zmierzchem pierwszym wyszedłem. Niczym lunatyk po łbach kocich stąpałem. Nie…nie spałem. Wiatr zacinał ostro w twarz, mieszając łzy z deszczu kroplami . Wył z żałością do ucha - Płacz człowiecze, łkaj, niech sól żywota twego spłynie spod ciężkich powiek, goryczy kwasem rysy wyżłobi na zmęczonej twarzy. Spojrzałem ku górze, po szarogranatowym niebie sunęły czarne ptaków cienie. Pod stopami, z cichym szelestu jękiem, pękały liści kruche szkielety. Brnąłem przez ten świat oszalały, konający jesieni rdzawymi brązami. Przez deszcz, łzy i duszy beznadziei szkwał. Po butelkę wódki, by w czterech domu ścianach rozcieńczyć smutek, spowolnić nerwowy puls żył i znieczulić ból. Uśmierzyć dni minionych żal.

Tuż za mną sunął ze spuszczonymi jak sznury szubienic głowami, jak pergamin cienkich i księżyca poświata bladych, rząd najbliższych, tych co odeszli, kochanych. Milczący i smutny korowód umarłych.





czwartek, 21 października 2010

Aniele mój...

     

      Aniele mój. Wciąż żądasz ode mnie różańca słonych łez i kropli krwi. Czemu gdy śpię spijasz z ust słodkość snów pozostawiając jedynie cierpki posmak wymiocin? Drwisz gdy się miotam w cierpieniu i bólu splotach. Obserwujesz z bliska kiedy wiję się, wrzeszczę, sączę z rozedrganych warg pianę kąsany szaleństwa żmijami. Gdy drżącego ciała skórę orze ostre jak topór rzeźnika samotności łoże. Jak spuszczony ze smyczy wściekły pies rozpaczy wyszarpuje mi z żeber duszy ochłapy. Wypij za mnie kieliszek gorzały, kacie mój, Aniele… pij za chwile, za życie, za rany. Zatańcz. Rozłóż w ciemnościach skrzydła ćmy, niech rozświetli  atramentowy mrok elektryczny chłód oczu Twych. Chłostaj duszę mą rządz błyskawicami, bij doświadczeń gradem. Gryź, szarp, drap, tnij aż do krwi. Baw się, bierz póki jeszcze serce mam. Wszystko zniosę… lecz nie dostaniesz, nie posiądziesz Ty mnie...o nie Czarny Aniele. Zapamiętaj te słowa jak pacierz szeptane do ucha każdego wieczora - nadejdzie taki czas, kiedy już ciężkie przymknę powieki, ostatni oddech wyzionę… gdy dobroduszna śmierci wyrwie mnie z ciała, pochwyci w kościste ramiona. Zostaniesz tu sam na wieczność całą. Każdej samotnej nocy,  świtem bladym modlić się będziesz żarliwie o choć jedną, krótką jak mgnienie oka chwilę. By czas bieg zwolnił, cofnął się, zawrócił w odmęty przeszłości zapomniane. By pobyć sam na sam ze mną… raz jeszcze dotknąć… poczuć ciepło bijące ode mnie,  mój Aniele… oprawco kochany.


Z cyklu "Niepokoje moje"...






wtorek, 19 października 2010

Kiedy...

     

      Kiedy przebywam z ludźmi, mówią mi o sobie różne rzeczy. Słucham ich opowieści, wchłaniam każde słowo… ale kiedy dotykam ich opuszkami palców, ukazują się ich prawdziwe twarze, te odarte z warstw, pod którymi  ukrywają się ich nagie dusze. Często zachwycam się, zachłystuje tym skrywanym przed światem wnętrzem. Zdarza się, że płaczę, że smutek dusi mnie w piersi. Zdarza się również, że uciekam z przestrachem w sercu. Niektórzy nie lubią być obnażani, pieczołowicie skrywając  swoje najczystsze JA.


      Z cyklu  Inny Ja...





czwartek, 14 października 2010

Dusi mnie...

 
      Dusi mnie ta myśl, że się nie spełnię …nie zdążę. Zaciska na szyi pętlę strach, że już niebawem, za chwilę skończę się…przeminę. A tak wiele chciałbym jeszcze zobaczyć, zrobić , poczuć. Tak wiele dać…powiedzieć wiele…przemilczeć. Wypełnić. Odnaleźć na ścieżce przyszłości zatarty nadziei mej ślad. Dogonić szczęście. Przemierzyć świat. Wyrwać…wyszarpać z życia najpiękniejsze chwile. Kochać się …smakować…upijać winem.



                                                          Z cyklu "Niepokoje"




sobota, 9 października 2010

Zamknięty pokój...

      Nie chcę powracać do tamtych dni. Nie chcę chwytać klamki i otwierać drzwi. Zamknięty pokój, a w nim ja i Ty. Ciepła jeszcze pościel, niedośnione sny. Cztery ściany w strony świata cztery i rozhulane w oczach mych żywioły. Zaklinam w przydrożny kamień tamten czasu bieg...magię słów...mój smutek i Twój śmiech. zaklinam dotyk, ślinę i kroplę słoną potu...Twoją radość...mój niepokój. zaklinam dzikość Twych źrenic, pożądanie...moje zapomnienie.

...na koniec w kamień zaklinam łez mych różaniec.